ewcioceq
ewcioceq.blog.interia.pl
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
235
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
16
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
0
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
O mnie
ewcioceq
19
,
Koln
Słówko o mnie
Milczenie jest wymowniejsze od mowy, dlatego piszę... Piszę o tym co ważne, bo najszczersze uczucia, najlepiej jest przelać na papier...
Zobacz mój profil
Księga gości
 
Notki
Cierpliwość nie jest moją mocną stroną... 2011-06-24
W sumie coś zaczyna się dziać.
Coraz bardziej przygotowuję się do przeprowadzki ;D już nie mogę się doczekać. Naprawdę chciałabym już być w Monachium i żeby wszystko się układało, jakby nie było, póki co jest to jeszcze jedna wielka niewiadoma...

Dzisiaj zabrałam się do roboty i zaczęłam przeglądać ogłoszenia o pracę, muszę w końcu zacząć coś załatwiać... Praca sama do mnie nie przyjdzie.
Znalazłam taką stronkę, gdzie szukają opiekunek do dzieci i już napisałam do dwóch osób, zobaczymy, może coś z tego będzie...
Oby, a jak nie to będę szukać dalej, albo do jakiegoś biura, sklepu, albo gdziekolwiek, byleby coś było....

Z Nim układa się w sumie dobrze, mieliśmy ostatnio parę sprzeczek telefonicznych, ale jakby nie było, nam złość bardzo szybko przechodzi :D no i tak wszystko toczy się dalej.
Rodzice nadal nie są zbytnio zadowoleni, z tatą nie gadam już prawie dwa tygodnie, ale ja nie mam go za co przepraszać, a on nie może mi mieć za złe, że mam zamiar ułożyć sobie życie według siebie, a nie według niego. Poza tym teraz jest za późno na nadrabianie czasu, który stracił w trakcie mojego dzieciństwa...

A ja chcę poprostu tylko być szczęśliwa i oni muszą się z tym pogodzić, mama już jakoś stara się pogodzić z tą myślą, chociaż widzę, że też nie jest jej łatwo, mi też nie będzie, ale jakby nie było, w planowaniu przyszłości muszę patrzeć na siebie, a nie na nich, bo nie chcę obudzić się kiedyś z myślą, że miałam szansę i jej nie wykorzystałam, a mogło się udać. No ale cóż zobaczymy jak będzie, na pewno liczę na to, że się uda, bo inaczej to nie wiem co zrobię, nie chcę im dać tej satysfakcji i wrócić, bo się nie uda...

Nie wiem co by jeszcze napisać, no cóż tęsknota mnie zżera, aż czasami jestem przez to za bardzo wybuchowa no i kto na tym cierpi? On, a to przecież nie moja wina, że Go tak kocham, że już nie umiem wytrzymać tej rozłąki....

Muszę jakoś dać radę....

No nic, komentujcie coś, to też was odwiedzę, czasami mi się tak cholernie nudzi w necie....

;)

Zmiany - nareszcie na lepsze ;D 2011-06-11
Więc....
Nie mogę się tym nie podzielić.
Jestem tak szczęśliwa jak nigdy wcześniej, oczywiście wszystko dzięki Niemu ;D Jak pisałam ostatnią notkę, był u mnie akurat na weekend i oczywiście było wspaniale, jak zawsze ;) Tak się upierałam, że nie polubię Jego auta, a tylko się nim przejechałam i je pokochałam, no jest jeszcze pare innych szczegółów z powodu których pokochałam to auto, ale to lepiej pominę...;p
Ale najlepsze jest to co czeka nas za 48 dni, tak wogóle to tydzień temu byłam u Niego na weekend, w Monachium, bo był czwartek wolny i piątek tak jakby wolny, no i sobota i niedziele, więc dzięki finansowej pomocy babci zabukowałam bilet i poleciałam do mojego Kochania do Monachium ;D odebrał mnie z lotniska i jak tylko Go zobaczyłam to byłam w siódmym niebie! Szkoda, że wszystko co dobre, szybko się kończy i 4 dni weekendu zleciały bardzo szybko, ale aktywnie go spędziliśmy, w niedzielę na lotnisku ryczałam jak nienormalna i w pewnym momencie, chciałam się wrócić, pobiec w drugą stronę i zadzwonić, żeby po mnie przyjechał, ale cóż musiałam wrócić, niestety, ale mamy fajne plany...
mianowicie ja w tym roku będę miała średnie i dalsza kontynuacja szkoły jest mi do nieczego niepotrzebna i tym samym w sierpniu wyprowadzam się do Monachium i wreszcie będziemy razem! Tam rok czasu popracuję, a od przyszłego roku zacznę prakty w wojsku i będę uczyła się zawodu, potem ewentualnie studia, a co najlepsze, że Uniwersytet Wojskowy jest właśnie w Monachium ;D Szkoda tylko, że nie każdy cieszy się z naszych planów tak jak my, bo moi rodzice oczywiście zawsze muszą mieć jakieś "ale", ale ja stwierdziłam, że nie będę patrzyła na nikogo, gdyż to o moją przyszłość chodzi i na pewno nie dam się zatrzymać, bo oni tak chcą, to jest tak, że niby nie mają nic przeciwko, ale cały czas o coś sie rzucają, dlatego z mamą nie gadam już prawie tydzień, pociesza mnie to, że w szkole wszyscy przyjęli to bardzo pozytywnie i życzyli mi dużo szczęścia, wiem że na pewno będzie ciężko, ale nie mam zamiaru się poddać, wiem że będziemy razem i jakoś to przetrwamy, będziemy się wspierać i to nam pomoże, a ja chcę poprostu każdemu udowodnić, że nie potrzebujemy niczyjej pomocy i potrafimy sami do czegoś dojść, ale przede wszystkim chcę im udowodnić, że oni nie są w stanie nam w tym przeszkodzić...
Jednak miłość uskrzydla, nie wiem jak mogłam wcześniej w to nie wierzyć, ale to poprostu jest dowód na to, że niektóre rzeczy trzeba przeżyć, żeby je zrozumieć i taka jest prawda, teraz wiem z kim chcę sobie ułożyć życie i wiem, że też jestem kochana i to mi pomaga teraz najbardziej, bo najgorsze jest to kiedy najbliższa rodzina zawodzi, ale przekonają się o swoim błędzie jak już będzie za późno....
ja mogę z tym żyć, bo mam dla kogo i po co i to mi wystarczy....
 
;D 2011-05-22
 Koooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo
ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo
oooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo
ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo
cham!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
"Lubiła tańczyć, pełna radości tak..." 2011-05-04
Od jakiegoś czasu zastanawiam się, jak to jest możliwe, że spotkało mnie aż tyle szczęścia....

Hmm znowu długo nie pisałam, wiem, ale jest to spowodowane tym, że ostatnio tyle się u mnie dzieje, że nie mam czasu i nawet nie umiem pozbierać myśli, żeby napisać coś sensownego....

Więc tak pokrótce, od początku:
Był u mnie wtedy na weekend i było wspaniale! Dopiero wtedy tak naprawdę się przekonałam, za co Go kocham! Chociaż wiadomo dla nas to był początek, bo co innego rozmawiać przez telefon, a co innego w cztery oczy, ale my rozumiemy się znakomicie ;) Przyleciał w piątek wieczorem, a wylatywał dopiero w poniedziałek popołudniu i cały ostatni weekend lutego był nasz!

Ale wydarzyło się o wiele więcej od tamtej pory, mianowicie, On w miedzyczasie stracił robote w Monachium i przez miesiąc, czyli w sumie prawie cały marzec był w Polsce, ale z początkiem kwietnia znowu wrócił do Niemiec, początkowo miał być w Bielefeld, bo tam znalazł pracę i wtedy miałby bliżej do mnie i mógłby przyjeżdżać do mnie w każdy weekend, ale dostał telefon, że jesz robota w Monachium no i wrócił do Monachium, tam też lepiej zarobi, no i w międzyczasie jak był w Polsce to kupił sobie auto ;D

A teraz były ferie wielkanocne i ja byłam w Polsce, początkowo zakładaliśmy, że całe 10 dni spędzimy razem, ale to jak jeszcze był w Polsce, potem dostał robote i niestety zostały nam z tego tylko cztery dni, bo tylko tyle miał wolnego. Ja byłam w Polsce 18 kwietnia w poniedziałek rano (w dodatku mama się zabrała ze mną). W ten poniedziałek pojechałam z mamą na stare śmieci, poodwiedzać znajomych i doszłam do wniosku, że jednak mimo zarzekania się, że nic się nie zmieni to z niektórymi nie umiem już znaleźć wspólnego języka, wiadomo oni mają swoje życie, a ja mam swoje, ale miałam nadzieję, że jednak jeszcze jakoś będziemy się wszyscy rozumieli, ale to są dwa inne światy....
Niestety... Pewnie gdybym nie miała teraz Jego to bym się załamała, a tak to jakoż to zniosę, pogodzę się z myślą, chociaż nie będzie mi łatwo, że ludzie w życiu przychodzą i odchodzą, tu się niby każdy cieszy, a potem każdy Cię olewa....

Z racji tego, że odwiedziłyśmy moją ciocię to zostałyśmy tam od razu na noc i dopiero we wtorek po południu wróciłyśmy z powrotem do babci, a na środę byłam zaproszona do Jego rodziców (jak już kiedyś wspominałam mam świetny kontakt z Jego mamą) no i tak wyszło, że w środę wylądowałam u Jego rodziców. Pojechałam z myślą, że pojadę na parę godzinek, wręczę upominki, wypijemy kawę i uciekam do domu i przyjade dopiero jak On będzie bo miał przyjechać dopiero w piątek, a gdzie tam! Oznajmili mi wszyscy czyli Jego rodzice i siostra, że zostaje u nich na noc i tyle! Tym bardziej, że Jego tacie dałam flaszkę, bo nie wiedziałam co mogłabym mu kupić ;p i tak wyszło, że już nie wróciłam do babci, a On jak przyjechał w piątek to czekałam na Niego na ulicy w piżamie ;D
Jego rodzice mnie tak przyjęli, że to bajka, tak świetnie się z nimi dogaduję, całe święta u nich spędziłam w dodatku zostałam razem zte wszystkimi zaproszona na świąteczne śniadanie do Jego cioci, więc już zdążyłam poznać tak połowę rodzinki ;) no i chyba póki co mnie wszyscy zaakceptowali.

Nie będę pisać wszystkiego, bo by mi bloga brakło ;p Było poprostu tak cudownie, że czułam się jakbym śniła i nie chciałam by ktokolwiek mnie obudził, zapomniałam na te pare dni o szarej codzienności, o problemach, o tęsknocie o wszystkim, liczyliśmy się tylko my....

Naprawdę życzę każdej dziewczynie w moim wieku, żeby przeżyła coś takiego, żeby poczuła się dla kogoś ważna, zrozumiana i przede wszystkim przez kogoś kochana...

Cierpliwość, nadzieja i miłość - to dzięki nim jeszcze funkcjonuję.... 2011-02-11
Tak! Tak! Tak! Nareszcie!
Już mam całkowitą pewność, że przyjedzie do mnie! A raczej przyleci, bo wczoraj zarezerwowaliśmy bilet! Naprawdę sama nie umiem jeszcze uwierzyć w moje szczęście, i że to się naprawdę dzieje....

Oczywiście dziennie telefonujemy, bo jakże by inaczej mogło być, rozmowy są na porządku dziennym i nie wiem, nie piszę ostatnio często notek, bo nawet nie mam czasu! Jak tylko mam wolną chwilę czyli akurat nie jestem w szkole lub nie jem to rozmawiam z Nim! I nie wiem jakoś tak już nie potrafię pisać z tej radości, poprostu tyle myśli chodzi mi po głowie, tyle się dzieje, że ja nawet nie wiem o czym i jak po kolei mam pisać....

Czyli przylatuje do mnie (dopiero!) 25 lutego wieczorem po pracy i wylatuje (już!) w poniedziałek wieczorem, na szczęście udało mu się załatwić wolny poniedziałek w pracy więc zostaje do wieczora...:D Ja nie wiem jak ja jeszcze te 2 tygodnie wytrzymam, już tak się nie umiem doczekać! Z początku jak rozmawialiśmy o Jego przyjeździe to wolałam jeszcze brać to na dystans, bo zawsze przecież coś mogło wypaść, ale teraz jak bilet jest już zarezerwowany to już na pewno przyleci! Wczoraj tak się cieszyłam, chodziłam cały czas z rogalem na buzi i On też się bardzo cieszył, stwierdził, że to dziwne i niepodobne do Niego, ale też już nie umie się doczekać...
A znając mnie to im bliżej przyjazdu, tym bardziej się będę niecierpliwić! I nie wiem jak ja w ten piątek wytrzymam w szkole, a potem jeszcze w domu, czekając na Niego i pewnie na lotnisko wyjadę jakąś godzinę wcześniej z nadziją, że tam mi czas szybciej zleci, a do lotniska mam tylko 4 km i jadę jakieś 10 min tylko, więc już teraz wiem, że to będzie straszne....
Ale czekanie zostanie wynagrodzone jak Go zobaczę! Jejku ja już nie mogę poprostu.... Skoczę Mu w ramiona i już Go chyba nie puszczę... ;p
Potem planujemy, że może w marcu ja pojadę do Niego do Monachium, no a w kwietniu wybieramy się do tej Hiszpanii, a jeżeli by to nie wypaliło z tą Hiszpanią, no to do Polski ;)
W końcu mam zaproszenie od Jego mamy ;D
A wczoraj rozmawiałam z Jego siostrą i też tak nam się super rozmawiało, to jest też świetna dziewczyna ;D no i chyba mnie lubi ;p
Nareszcie coś mi się zaczyna układać! A i dzisiaj dostałam świadectwo (tak w Niemczech są świadectwa też na semestr) i też się ucieszyłam, bo co do średniej z zeszłego roku to spadłam tylko o 0,2, a myślałam, że będzie gorzej....;)
czyli mam średnią (na polskie) 4,9, więc moim zdaniem nie mam na co narzekać...;)
No nic kończę, bo muszę do Niego zadzwonić, dzisiaj mało rozmawialiśmy bo byłam u bratowej na pogaduszkach...:p

I nareszcie znalazłam tytuł takiej fajnej piosenki, już trochę starej, ale te są przecież najlepsze i słucham cały czas: Cutting Crew - I Just Died In Your Arms Tonight
 
"Miłość jest chorobą, z której nikt nie pragnie się wyleczyć. Ten, kogo dotknęła nie chce wrócić do zdrowia, a kto cierpi z jej powodu, nie szuka lekarza" - Paulo Coelho 2011-02-06
I niech mi ktoś powie, że to nie jest prawda...:p

Ojj od wczoraj jestem szczęśliwa jak nigdy dotąd... Wczoraj rozmawialiśmy znowu jakoś około dwóch godzin i dlatego mam taki dobry humor :D
Powiedzial mi znowu pare ważnych dla mnie rzeczy, m.in. dowiedziałam się, że jestem Jego dziewczyną, bo On tak nie potrafi, bo cały czas o mnie myśli..;) W sumie w troche dziwny sposób mi to oznajmił, ale mi się spodobał... Ahh jakbym mogła to liczyłabym godziny do Jego przyjazdu... Tak mi się wczoraj fajnie z Nim rozmawiało...

A właśnie teraz rozmawiałam z Jego mamą , ponieważ poprosił mnie bym do niej zadzwoniła i muszę przyznać, że strasznie się bałam zadzwonić, ale nie miałam czego, oprócz informacji które miałam przekazać od Niego, porozmawiałyśmy sobie tak fajnie i ta kobieta jest poprostu wspaniała, mogę to powiedzieć z ręką na sercu, taka ciepła i życzliwa...;)

Będę kończyć, dzisiaj tylko tak krótko, bo mam jeszcze trochę do zrobienia i będę dzwoniła jeszcze raz do Jego mamy ;D

A tytuł notki chyba będzie moim drugim mottem ;D
Największymi wrogami, którzy zawsze są z nami - tak nieczuli - jest czas w zmowie z odległością.... 2011-02-04
Jestem, nie pisałam ostatnio, bo w sumie nic, aż tak ważnego się nie wydarzyło...:p
A może jednak...

Tak wogóle to jestem od środy chora, tzn. w środę jeszcze byłam w szkole, ale wczoraj i dzisiaj już nie :p
Musze to jakoś wyleżeć...
A co do Niego....
Oczywiście dziennie ze sobą rozmawiamy, chociaż ciężko jest, bo On teraz pracuje na popołudniu i do 15:00 mamy czas, żeby pogadać, a ja zazwyczaj dopiero jakoś tak wracam ze szkoły, ale dajemy rade...;) Albo dzwonie na przerwach i po szkole, a czasami jeszcze w nocy jak skończy pracę...;)
We wtorek miałam praktyki, od dłuższego czasu planowałam, żeby napisać do Niego list, ale chciałam w sumie dopiero na walentynki, ale gdy Go pytałam czy ten adres, który mam jest wciąż aktualny i tłumaczyłam się, że tylko tak pytam na wszelki wypadek, zaczął coś podejrzewać i oznajmił mi, że bardzo by się ucieszył z listu... A że u mnie na praktach zawsze nudno, to pomyślałam sobie, że w sumie napiszę ten list, no i napisałam...;)
Opisałam w nim jeszcze wszystko dokładnie, bez owijania w bawełnę, i znowu napisałam wiersz, na pżraktach jakoś zawsze mam wenę twórczą :p no i oczywiście ten wiersz też napisałam w tym liście, bo jest to kolejny wiersz dla Niego...
Na koniec listu, pomalowałam usta szminką i dałam takiego fajnego buziaka no i jeszcze poperfumowałam ten list :p
wiem czasami mi odbija...:p
Ale udało mi się ten list wysłać dopiero w środę po szkole, a że tutaj normalnie listy dochodzą w ciągu dwóch dni to powinien go dostać w piątek....
Chciałam mu napisać eska, żeby sprawdził skrzynkę, czerwona koperta i takie tam...

Dzwonię do Niego wczoraj, a On do mnie: Dziękuję za list, dzisiaj doszedł, bardzo się cieszę....
A mnie takie zdziwko wzięło, mówię, że jak już? A On no dzisiaj doszedł....:p
No nic, ale bardzo się ucieszył, powiedział, że wiersz bardzo ładny, ale co do listu to musi go przeczytać jeszcze raz na spokojnie, bo za pierwszym razem nie da się go zrozumieć...:p No w sumie o to mi chodziło, nie? :p
Potem zadzwoniłam do Niego jeszcze wieczorem, a w sumie już w nocy, i pogadaliśmy jeszcze troszkę i oboje się cholernie cieszymy na Jego przyjazd...:D
Już się nie możemy doczekać, a jak dobrze pójdzie to jutro będziemy rezerwować bilet na samolot...;) Szkoda, że dopiero na ostatni weekend lutego, ale dobrze, że wogóle :D

No ok, będę już kończyła, bo zaraz będę do Niego dzwonić ;)
A wiersz może kiedyś napiszę tutaj...
Może...

Zamyślona, zamarzona i szczęśliwa....;) 2011-01-31
Cały dzień, od samego rana chodzę zakręcona i szczęśliwa...;p

Ale to bardzo fajne uczucie...;) Nie umiem przestać o Nim myśleć, jak dojechał dzisiaj rano do Monachium, puścił mi sygnałka, więc zadzwoniłam na chwilkę, pomimo że nie miałam już darmowych, ale chciałam usłyszeć Jego głos tak z rana na dobry początek dnia... Powiedział, że wszystko jest w porządku i żebym zadzwoniła później jak mi się uda. Od wczoraj już kombinowałam, jak to zrobić, żeby kupić kartę, by mieć darmowe i móc do Niego dzwonić, tym bardziej, że mógł potrzebować mojej pomocy jakby musiał coś załatwić w biurze....

Pojechałam do szkoły oczywiście z uśmiechem na twarzy i na pierwszej przerwie zadzwoniłam do Niego od kumpeli, bo w końcu obiecałam, że postaram się zadzwonić. Odebrał całkowicie zaspany i powiedział, że teraz nie kontaktuje i czy mogłabym zadzwonić później, więc powiedziałam Mu, że ok postaram się, a teraz niech się wyśpi ;) Na drugiej przerwie doszłam do wniosku, że może jeszcze śpi i nie chciałam Go budzić, w końcu po całonocnej podróży miał prawo być zmęczony.... A miał dzisiaj od razu na popołudniu, więc musiał się wyspać. Po szkole jechałam do domu i zastanawiałam się jak wykombionować te 15 Euro na kartę i zadzwoniła do mnie mama, że spotkamy się pod spółdzielnią, bo musimy oddać jakieś pismo. Więc pomyślałam sobie, że może mama mi na tą kartę pożyczy. No i pożyczyła, na szczęście, bo inaczej nie wiem co bym zrobiła, już się nie mogłam doczekać kiedy znowu do Niego zadzwonię. Oczywiście zaraz jak kupiłam kartę i doładowałam konto to do Niego zadzwoniłam, jechał akurat do pracy. Teraz będzie jeździł autem do pracy, bo kumpel z którym teraz przyjechał do Monachium, pracuje razem z Nim i mieszkają na tym samym pokoju więc nie musi tłuc się autobusami i tramwajami przez miasto ;)

No porozmawialiśmy chwilkę, okazało się, że nie będzie potrzebował mojej pomocy w biurze, bo umowa już na Niego czeka i mówił, że firma bardzo się cieszy z tego, że wrócił bo jest bardzo dobrym pracownikiem, na co ja mu odpowiedziałam, że na pewno nie cieszą się z tego tak jak ja, a On mi na to, że ja nie mam z tego takiego zysku jak firma, a ja Mu na to, że ja mam większy, a On, że jaki, a ja że no poprostu mam, a On co, że mnie słyszysz? a ja no na przykład... I tak mi się fajnie zrobiło, że znowu jest tutaj, i że chociaż nadal dzieli nas spora odległość to mam Go poniekąd przy sobie....
I dzisiaj naprawdę przez cały czas o Nim myślę, nie wiem jak ja dzisiejszą pracę klasową z matmy napisałam...;p
I cały czas sobie wyobrażam jak to będzie jak On przyjedzie, chociaż będzie to tylko weekend, ale zawsze coś, ostatnio się z Nim przecież widziałam w wakacje 2009, to już jest jakby nie było kawał czasu...
I zastanawiam się nad różnymi detalami, jak odbiorę Go z lotniska lub z dworca, jak przyjedziemy do domu, jak siądziemy z moimi rodzicami i pogadamy, pośmiejemy się, jak pójdziemy na jakiś spacer, żeby w końcu pogadać w cztery oczy, zastanowić się nad wszystkim, obmyśleć, jakoś uporządkować. Najchętniej przespałabym cały luty, żeby już się z Nim zobaczyć...
Ale wszystko wymaga cierpliwości, niestety, a ja dopiero w takich sytuacjach uczę się cierpliwości...
I nie jest to łatwe...
Ale poczekam...
Muszę...
Chcę...
 

Kolejny powrót, niespodzianka i wreszcie uzasadniona nadzieja... 2011-01-30
Znowu powrót, bo po sylwestrze nie umiałam się pozbierać :p potem osiemnastka i jakoś tak czas leciał, a ja w sumie nie miałam o czym pisać, aż do przedwczoraj:

No więc pisałam z Nim na gg i umówiliśmy się, że zadzwonię dzisiaj (piątek), no i zadzwoniłam i cieszyłam się, że w końcu znowu mogę Go usłyszeć i pogadać, bo ostatnio nam to jakoś nie wychodziło....
No i tak gadaliśmy co słychać i wgl, żartowaliśmy, aż praktycznie na koniec rozmowy, przypomniało mu się, że napisałam ten wiersz i prosił, żebym Mu go wysłała, no więc wysłałam Mu go na gg i poprosiłam, żeby zaraz jak go przeczyta napisał mi co o nim sądzi, byłam ciekawa czy go zrozumie...
Więc napisał coś takiego: To poczatek jest opisem czasu, a raczej co mozna robic z czasem
pocztek mowi nam takze o pieknych stronach przemijajacego czasu
koniec zas jest przeciwienstwem poczatku :D ;P
a tak ogólnie to na prawdę ładny :) , czyli go nie zrozumiał, no cóż, faceci, więc postanowiłam Mu go trochę wyjaśnić, żeby wiedział mniej więcej coś, ale nie wszystko no i powiedziałam Mu, że w tym wierszu opisałam poniekąd "naszą" sytuację, tylko ubrałam to może trochę w zbyt odważne słowa no i że w sumie ten wiersz jest dla Niego, a On bardzo się z tego ucieszył i powiedział, że jeszcze nigdy nikt nie napisał dla Niego wiersza...
więc ja się też ucieszyłam ;)

Ale w sobotę nastąpił przełom! Oczywiście pisaliśmy znowu na gg i umówiliśmy się, że dzisiaj też zadzwonię, On powiedział, że puści mi sygnałka jak będę mogła zadzwonić, bo chce się jeszcze z tatą piwka napić przed wyjazdem (bo dzisiaj wraca do Niemiec), a że ja też akurat piłam piwko z tatą to wszystko pasowało ;) ale jeszcze na gg mi napisał, że znalazł dzisiaj coś ciekawego w internecie, zastanawiałam się co to może być, ale napisałam Mu że powie mi przez telefon jak zadzwonię, no i ok...
Po jakimś czasie puścił sygnałka, więc zadzwoniłam, no ogólnie co tam, jak tam, więc się pytam co takiego znalazł w tym internecie,
a On mi mówi,...
że znalazł dzisiaj.....



mojego bloga!!!


Tak, tego bloga!! Chciałam się zapaść pod ziemię jak mi to powiedzial, chociaż mnie przecież nie widział, ale poczułam się jak kompletna idiotka, bo przecież pisałam tu o Nim Wszystko, dosłownie WSZYSTKO, a raczej nie o Nim tylko o sobie o moich uczuciach do Niego i doszłam do wniosku, że teraz mi tylko powie, żebym się przestała ośmieszać i wgl...., aż w końcu On zaczął mówić: Powiedział, że miał łzy w oczach jak czytał tego bloga i nie spodziewał się tego i że Mu było bardzo miło i że mam się nie martwić, bo nie jestem żadną idiotką, a ja Mu na to, że On się miał o tym nie dowiedzieć, że miałam być twarda, a On powiedział, że byłam, ale i tak coś podejrzewał, że czuję do Niego coś więcej, ale nie był pewny za to teraz jest....I w sumie odetchnęłam z ulgą, ale i tak totalnie się skompromitowałam, w życiu by mi do głowy nie przyszło, że On tego bloga znajdzie bo On się takimi rzeczami nie interesuje, ale doszło do tego w sumie całkiem przypadkowo.
A mianowicie: tak się cieszył, że ktoś napisał dla Niego wiersz, że pokazał go swojej siostrze, a ona stwierdziła, że wiersz jest ładny, ale to niemożliwe, żebym napisała go sama i że na pewno ściągnęłam go z internetu i On chociaż mi wierzył, postanowił to sprawdzić i wyciął dwie linijki wiersza, wrzucił na google i co mu wyszło? No właśnie: mój blog! No i potem go przeczytał i miał niezbity dowód na to, że wiersz jest mój....
Potem tak rozmawialiśmy o tym wszystkim i powiedział, że koniecznie chciałby przyjechać do mnie na początku marca, zaraz po wypłacie, po tym co się dowiedział... I nawet Jego mama popiera ten pomysł, powiedziała Mu kiedyś, jak tak rozmawiali o mnie, że ma mnie szanować, że jestem super dziewczyną, taką żywą i wygadaną i na pewno by się ze mną nie nudził i że byłoby fajnie gdyby nam wyszło no i On poniekąd też to stwierdził....
Ale potem poprosiłam Go, żeby też się jakoś określił, bo moje zdanie i uczucia w tej sprawie już zna i najpierw nie chciał, nie umiał, ale w końcu zaczął...
I On mówił, a ja milczałam i słuchałam, mówił prawie 5 minut, takim delikatnym głosem, tak szczerze, że miałam łzy w oczach i jak skończył, wydusiłam z siebie tylko: Dziękuję, a On zapytał: Za co? A ja powiedziałam: Za szczerość, wtedy On powiedział: To miało być szczere. Powiedział m.in, że jestem wspaniałą dziewczyną i zasługuję na to, żeby być kochaną, i że na pewno będę dobrą żoną i matką, i że boi się zakochać, o ile już się nie zakochał, i że mimo naszej trudnej sytuacji, którą jest odległość chciałby spróbować, dlatego też chce przyjechać, żeby o tym pogadać, nareszcie tak w cztery oczy...
I ja naprawdę byłam w szoku po tym wszystkim co powiedział.
I wiem, że jest dorosły, odpowiedzialny, szczery i że nie potrafiłabym Go zranić, nie po tym co przeszedł i nie za to jaki jest, bo jest naprawdę wspaniałym facetem i mogę to powiedzieć z ręką na sercu....

Dzisiaj wstałam i byłam wniebowzięta! Mimo, że z początku plułam sobie w twarz, że to się wszystko wydało to teraz jestem szczęśliwa z tego powodu, bo inaczej nic mogłoby nie pójść na przód i tak bym w tym tkwiła, biła się z myślami i czekała, czekała....
A tak to się wyjaśniło i już nie muszę się bać Jego reakcji, jest dobrze ;)
A On wraca dzisiaj do Monachium i nareszcie nasze rozmowy wrócą do normy, znowu będą na porządku dziennym...;)
Bez tajemnic, bez ukrywania się, chcociaż ja się nie chcę z niczym śpieszyć, a zobaczymy co czas pokaże...
Ja Go cholera naprawdę kocham!
Niech mnie ktoś pier*olnie w łeb!
Szykowankooo ^^ 2010-12-30
Haah ^^
Aż samej trudno mi uwierzyć ;) Jednak nie spędzę sylwestra w domu przed telewizorem ;D
Wczoraj poszłam do brata na chwilę ich odwiedzić i moja bratowa oznajmiła mi, że nasi znajomi robią sylwestra u siebie i też jestem zaproszona, haah od razu mi się humorek poprawił.
Tylko potem okazało się, że w jeansach nie wpuszczają (tak żeby wszystkich zmotywować do ubrania się "wystrzałowo") i miałam cholerny problem w co mam się ubrać....
Myślałam o legginsach i jakiejś bluzce przedłużanej ale okazało się, że żadnej takiej typowo na sylwestra nie mam. Jenda znajoma, która też tam będzie poradziła mi, żebym sobie ubrała suknię, którą miałam u brata na weselu, ale no sorry czarna suknia do kostki z rozcięciem na całą nogę w srebrne cekiny i błyskotki, bez żadnych ramiączek. No i takie coś na sylwestra w domu? Nie no jeszcze jakbym szła na salę no to ok, może być, ale tak w domu? Poza tym wszyscy obecni na sylwetrze już mnie w niej widzieli, a ja myślałam raczej o czymś eleganckim, wieczorowym ale wygodnym i bez przesady. Tak oto poszłam rano do brata pilnować dziewczynek, bo bratowa szła dzisiaj do pracy i wracając od nich wybrałam się na zakupy. Dobrze, że mamy tutaj na miejscu również sklepy z ciuchami, bo inaczej byłabym skończona a na miasto za cholerę nie chciało mi się jechać. Szłam oczywiście z zamiarem kupienia szybko jakiejś ładnej bluzki i tak się zaczęło, najpierw 30 min przymierzania, ale w końcu znalazłam! Jest do połowy uda czyli dość długa jak na bluzkę z prześlicznymi rękawami, bo są to rękawy z takiej choćby halki i są szerokie, a to mi się zawsze podobało, ogólnie ma delikatny, śliski, świecący materiał i z prawej strony na wysokości pasa taką choćby klamrę z cekinami. Początkowo chciałam ubrać do niej legginsy, ale stierdziłam, że legginsy są za bardzo matowe do niej i że to się razem gryzie, więc zdecyduję się raczej na rajstopy. Do tego będę miała kozaki wysokie ponad kolana, czarne niebotyczne szpilki z cekinami wzdłuż całego buta. Kupiłam jeszcze kolczyki, srebrne koła, bo takie chyba najlepiej mi pasują i zwykłe perełki do reszty dziurek, bo mam ich w sumie 7 :p i naszyjnik w odcieniu hmm czarnego srebra, bo klamra na bluzce ma taki odcień i srebrny naszyjnik by się z nią gryzł. Ale najgorsze było znaleźć stanik, chyba godzinę szukałam porządnego czarnego biustonosza, ale opłaciło się, bo znalazłam komplet stanik+stringi za jedyne 7 euro :D

Więc na sylwestra się w sumie obkupiłam. Chyba zrobię sobie loki, bo na koka jakoś nie bardzo mam ochotę :p Paznokcie pomaluję na czarno i przykleję srebrne cekiny, także w sumie będę cała na czarno-srebrno (haha nawet stanik jest czarno-srebrny) Tylko zastanawiam się jeszcze nad makijażem, nie wiem czy zrobić oczy na czarno, na srebrno czy na popielato :p Ale wszystko wyjdzie w praniu ;)

Jutro będę miała ciężki dzień, muszę wstać znowu o 7:30 tak jak dzisiaj, iść do dziewczynek i posiedzieć z nimi 2,5 godziny potem szybko do domu, wykąpać się, ubrać, pomalować, uczesać, zrobić paznokcie i do tego jedzenie, bo u nas na imprezach każdy coś przynosi i na mnie wypadło, że ja robię ziemniaczki z serem zawijane boczkiem i zapiekane w piekarniku, mówię Wam pychota!
Nie wiem jak się jutro wyrobię, ale jakoś muszę :p

Także życzcie mi miłej zabawy, choć na pewno taka będzie, jutro nie spodziewajcie się żadnej notki, bo nie dam rady z czasem ewentualnie w Nowy Rok jak dojdę do siebie....

Szczęśliwego Nowego 2011 Roku !!


Skontaktuj się
Temat:
Treść:
Podpis:
E-mail:
 
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Zobacz serwisy INTERIA.PL